Klienci, którzy po cichu przestali przychodzić
Zapytaj właściciela firmy usługowej o najgorszych klientów, a usłyszysz historię. Zapytaj, kogo stracił w zeszłym roku, a zwykle zapadnie cisza.
Ta cisza jest problemem. Klienci rzadko odchodzą głośno. Nie narzekają, nie odwołują, nie mówią Ci, że znaleźli kogoś bliżej domu. Po prostu przestają się umawiać — a skoro nic się nie wydarzyło, nikt nie zauważa, że cokolwiek się wydarzyło.
Dlaczego cichy odpływ jest niewidoczny
Odwołanie to zdarzenie. Ma datę, powód, czasem rozmowę. Widać je.
Brak umówienia się to brak zdarzenia. Nie ma momentu, w którym to się rejestruje. Jeśli klientka przychodziła co sześć tygodni, a minęły cztery miesiące, nic w Twoim dniu Ci tego nie mówi. Wizyty, które masz, nadal wypełniają kalendarz.
Dlatego większość właścicieli odkrywa odpływ dopiero w skali roku — przychód stoi w miejscu, terminarz wydaje się rzadszy, a na pytanie kogokolwiek o powód jest już zdecydowanie za późno.
Liczba, która to uwidacznia
Jest jedna informacja, która zamienia niewidoczny odpływ w coś, na co da się zareagować: kiedy każdy klient był ostatnio.
Ta jedna data robi większość roboty. Posortowana, dzieli bazę na trzy grupy niemal natychmiast:
- Ci, którzy byli niedawno i trzymają swój rytm.
- Ci lekko spóźnieni, którym prawdopodobnie wystarczy zaczepka.
- Ci na tyle po terminie, że praktycznie odeszli.
Środkowa grupa to miejsce, gdzie leżą pieniądze. Ktoś dwa tygodnie po swoim zwykłym sześciotygodniowym odstępie nie zdecydował, że odchodzi. Po prostu nie zebrał się, żeby się umówić. Wiadomość w tym momencie zwykle działa. Ta sama wiadomość cztery miesiące później brzmi jak desperacja.
Twój zwykły odstęp jest miarą
Błędem jest przykładanie jednego progu do wszystkich. Fryzjer ma w tym samym zeszycie klientki w cyklu czterotygodniowym i dwunastotygodniowym. Warsztat widzi ludzi raz w roku. Fizjoterapeuta może widzieć kogoś dwa razy w tygodniu przez miesiąc, a potem przez dwa lata wcale — i będzie to całkowicie poprawne.
„Po terminie" znaczy coś wyłącznie względem własnego wzorca tej osoby. Czyli inaczej mówiąc: potrzebujesz historii, nie tylko ostatniej daty — musisz wiedzieć, jak wygląda dla niej normalność, zanim zobaczysz, że od niej odbiegła.
Co zrobić, gdy kogoś takiego wyłapiesz
Prosto i konkretnie. Działa wiadomość krótka, odnosząca się do czegoś realnego i ułatwiająca umówienie. Nie działa masowe „tęsknimy za Tobą", bo mówi klientowi, że zauważyłeś lukę w zestawieniu, a nie zauważyłeś jego.
Jeśli wiesz, co robiłeś ostatnim razem, napisz to. To jest cała różnica między wiadomością marketingową a osobistą — a jedyne, co je dzieli, to czy zapis w ogóle istnieje.
Niewygodna część
Część osób z tej listy odeszła z powodu. Nie spodobała im się ostatnia wizyta, wzrosła cena, coś poszło nie tak i uznali, że nie zrobią z tego rozmowy.
Nie odzyskasz wszystkich i nie powinieneś próbować. Ale świadomość, że ta lista istnieje, pozwala zadać pytanie bardziej użyteczne: czy jest wzorzec w tym, kto odpływa, i czy za każdym razem chodzi o to samo.
Na to pytanie odpowiada historia klienta. Nie odpowiada na nie pamięć.
Profil przy każdym kliencie, każda wizyta na nim i data ostatniej widoczna bez żadnego wysiłku — to cały mechanizm. Zobacz, jak działa.